Coraz częściej napotykam osoby, które mowią: „Jestem zmęczony życiem”. Nie potrafią wskazać jednej konkretnej przyczyny. Ich praca nie jest szczególnie ciężka, relacje nie przeżywają kryzysu, zdrowie nie budzi większych zastrzeżeń.
A jednak każdego dnia towarzyszy im poczucie wewnętrznego wyczerpania, jakby brak pasji do życia w głębi samej duszy.
To doświadczenie trudno opisać językiem medycznym. Nie zawsze jest chorobą. Często jest czymś znacznie subtelniejszym – zmęczeniem egzystencjalnym.
Filozofia od dawna zwraca uwagę na to, że człowiek nie jest jedynie organizmem potrzebującym snu, pożywienia i bezpieczeństwa. Jest istotą, która nieustannie zadaje pytania o sens własnego istnienia.
Współczesny świat nie sprzyja temu, aby zatrzymać się nad pytaniem o sens. Znacznie częściej pyta nas o efektywność. Ile zrobiłeś? Co osiągnąłeś? Jak wykorzystałeś swój czas? Wartość człowieka coraz częściej mierzy się liczbą wykonanych zadań, a nie jakością jego obecności.
Paradoks polega na tym, że można być niezwykle produktywnym i jednocześnie doświadczać głębokiego znużenia życiem.
Nie dlatego, że robi się zbyt wiele.
Dlatego, że zbyt rzadko zadaje się pytanie: po co?
Filozof Byung-Chul Han opisuje współczesnego człowieka jako istotę, która sama stała się swoim nadzorcą. Nie potrzebujemy już zewnętrznego przymusu. Sami nieustannie mobilizujemy się do działania, rozwoju i przekraczania własnych granic. Wydaje się, że wszystko jest możliwe, a skoro wszystko jest możliwe, to wszystko staje się również obowiązkiem.
Efektem nie jest wolność, lecz chroniczne wyczerpanie.
Zmęczenie egzystencjalne pojawia się często wtedy, gdy przez wiele lat żyjemy bardziej według oczekiwań niż własnych wartości. Wypełniamy role, spełniamy wymagania, rozwiązujemy kolejne problemy, ale stopniowo tracimy kontakt z tym, co naprawdę nas porusza. Zaczynamy funkcjonować poprawnie, lecz coraz mniej autentycznie.
To dlatego odpoczynek często nie przynosi ulgi…
Można wyjechać na wakacje i nadal czuć ciężar. Można przespać dziesięć godzin i obudzić się bez energii. Można ograniczyć liczbę obowiązków, a mimo to nadal doświadczać wewnętrznej pustki.
Nie dlatego, że organizm nie odpoczął.
Dlatego, że odpoczynku potrzebuje również nasze życie wewnętrzne.
Martin Heidegger pisał, że człowiek łatwo gubi siebie w tym, co nazywał „światem Się”. Żyjemy tak, „jak się żyje”. Myślimy tak, „jak się myśli”. Wybieramy to, „co wypada wybrać”. Dopiero moment kryzysu pozwala zauważyć, że od dawna nie podejmowaliśmy decyzji naprawdę swoich.
Być może właśnie dlatego zmęczenie egzystencjalne bywa tak ważnym doświadczeniem.
Nie jest wyłącznie sygnałem przeciążenia.
Jest zaproszeniem do refleksji.
Pyta nas nie o to, ile jeszcze jesteśmy w stanie unieść, lecz o to, czy kierunek, w którym idziemy, jest rzeczywiście naszym kierunkiem.
W kulturze psychologizmu często próbujemy jak najszybciej pozbyć się dyskomfortu. To zrozumiałe. Każdy z nas chce cierpieć mniej. Być może jednak niektórych doświadczeń nie należy od razu uciszać.
Może warto najpierw ich wysłuchać.
Bo zmęczenie egzystencjalne nie zawsze mówi: „Potrzebujesz urlopu”.
Czasami mówi: „Potrzebujesz wrócić do życia, które ma dla Ciebie znaczenie.”
I być może jest to jedno z najważniejszych pytań, jakie warto sobie od czasu do czasu postawić:
Czy jestem zmęczony obowiązkami, czy zmęczony sposobem, w jaki przeżywam własne życie?

Zostaw odpowiedź